"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

czwartek, 19 października 2017

[RECENZJA]: „Co przyniesie wieczność” Jennifer L. Armentrout

(…) przeszłość jest ważnym elementem tego, kim jesteś teraz”.

Nastolatkowie myślą, że mają przed sobą całą wieczność. Snują plany, wyznaczają sobie cele, myślą często, że są niezniszczalni i mają przed sobą całą wieczność. Jednak nie biorą pod uwagę tego, że wieczność tak naprawdę nie istnieje i że w każdej chwili mogą stracić to, co jest najważniejsze – życie.

Mallory i Rider nie mieli rodziców, dlatego trafili do rodziny zastępczej. Dorastali w domu, w którym działo się mnóstwo złego. Rider wiele razy narażał się dla Mallory i nigdy nie myślał o tym, co mogłoby się jemu stać. Była dla niego najważniejsza, taka krucha i bezbronna dziewczynka, którą pragnął za wszelką cenę chronić. Potem zostali rozdzieleni na kilka lat, jednak pewnego dnia znowu się spotykają, ale jako już inni ludzie.


Wcześniej miałam okazję czytać książki Jennifer L. Armentrout, które są z gatunku paranormal romance i bardzo lubię serię Lux oraz Dark Elements, miło też wspominam Obsesję. Co przyniesie wieczność to typowa powieść z nurtu New Adult. Mamy dwójkę głównych bohaterów naznaczonych trudną przeszłością, moim zdaniem są oni dość stereotypowi, ich postaci nie zaskakują czytelnika, podobnie jak sama fabuła.

Malory z początku jest cichą i zamknięta w sobie dziewczyną. Z biegiem fabuły uczy się jak radzić sobie ze swoimi lękami, odnajduje w sobie siłę i uświadamia sobie, że ma wokół siebie życzliwych i kochających ludzi, czego wcześniej nie dostrzegała. Pragnęła zapomnieć o wszystkich przykrych sprawach, które przytrafiły się w jej przeszłości. Chciała pamiętać jedynie o Riderze, który był jej przyjacielem i opiekunem.

Mimo iż podjęty w książce temat jest bardzo trudny i zapowiadał się na obiecujący materiał na książkę, to uważam, że w tym przypadku autorka się nie wykazała i postawiła na ilość, a nie na jakość. Fabuła, która z początku była znośna, z każdą kolejną stroną zaczynała mnie nudzić. Wydaje mi się, że treść jest zbyt rozciągnięta, i jak na mój gust występuje zbyt dużo opisów, które uważam za zbędne i nudne jak flaki z olejem. Niestety zabrakło mi tutaj szybszego tempa, akcji oraz… emocji.

Czytałam wiele książek z nurtu New Adult. I nie ma co tu dużo pisać, bo większość z nich rządzi się utartymi schematami, jednak są w tych historiach zawarte jakieś emocje, które osobiście uważam za fundament dobrej książki. Tutaj, jak dla mnie niestety ich zabrakło, fabuła również mnie nie porwała, przez co ostatnie strony doczytałam wręcz z ulgą. Jednak nie przekreślam autorki i nadal uważam ją za jedną z moich ulubionych zagranicznych autorek. W tym przypadku miałam większe oczekiwania i niestety nieco się zawiodłam. Miejcie też na uwadze, że ile ludzi tyle opinii. Dla mnie ta książka okazała się przeciętna, ale może dla Was będzie w sam raz? Decyzję pozostawiam Wam.

Przeczytajcie Co przyniesie wieczność, potem wróćcie tutaj i w komentarzu zostawcie swoją opinię.


Tytuł: Co przyniesie wieczność
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 11 kwietnia 2017
Liczba stron: 552
Gatunek: Literatura obyczajowa i romans




Recenzja napisana w ramach współpracy z księgarnią internetową Tania Książka. Zerknijcie na ich stronę znajdziecie wiele interesujących NOWOŚCI.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz