"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

czwartek, 31 sierpnia 2017

„Mój pomysł na życie” Elżbiety Kosobuckiej – kulisy powstania powieści.



Po napisaniu „Ty i ja dwa różne światy” i nieco utknięciu z fabułą „Serca Księżniczki” zastanawiałam się, czy może to już koniec mojego pisania. Pomysł przyszedł niczym dar z nieba. Siedziałam z mężem i synem w kawiarni Delicje w Centrum Handlowym Riviera – dla tych, którzy czytali książkę sceneria, o której piszę, jest odrobinę znana, choć przerobiona na potrzeby fabuły. Miłe popołudnie z rodziną, każdy ma przed sobą deser lodowy, gdy niczym sen przeszła przez mój umysł fabuła „Mojego pomysłu na życie” – w tamtym momencie jeszcze nie wiedziałam, że taki będzie tytuł mojej powieści. Od razu wiedziałam jakie główne przesłania będę chciała zawrzeć w tekście i jak się potoczą losy mojej bohaterki, oczywiście bez szczegółów, choć i kilka epizodów od razu było mi dane. Między innymi okoliczności spotkania bohaterów i chyba nie dziwota, że w takim, a nie innym miejscu się spotkali :).

Potem był trud pisania i to w niektórych momentach mogę powiedzieć, że odbywała się walka o powieść. Jedno wiedziałam – nie poddam się. Gdy miałam trochę mniej niż sto stron, dałam mojej przyjaciółce do przeczytania, żeby sprawdzić, czy powieść jest ją w stanie zaciekawić i czy odbiór będzie taki jaki zamierzyłam. Werdykt był pozytywny, a ja weszłam w nowe wątpliwości, bo fabuła miała zrobić ogromny zwrot prowadzący do nowej rzeczywistości. Czy będzie to interesujące, czy nie rozczaruje (na razie) Kasi, a jak Bóg da to innych czytelniczek – ale o tym za chwilę.

Metamorfoza mojej bohaterki jest to wynik moich spostrzeżeń, wysłuchania wielu konferencji i mojej osobistej wędrówki po tym świecie, głównie naturalnie tej duchowej i wewnętrznej. Świat zewnętrzny postrzegamy poprzez swoją prywatną historię, więc warto ją poznać do końca, aby żyć najpełniej. Umocnieniem moich poglądów było postępowanie świętej pamięci księdza Jana Kaczkowskiego oraz pani Anny Przybylskiej i myślę, że w niektórych momentach jest to odczytywalne.

Imię bohaterki przyszło samo, to jedno jedyne, bo resztę wymyślałam i dopasowywałam do postaci. Zapytana przez przyjaciółkę skąd się wzięło imię Melody, po raz pierwszy się nad tym zastanowiłam i odpowiedź była: nie wiem. Owszem szukałam odpowiedzi na zadane przez nią pytanie i nawet dość szybko ją znalazłam. Mianowicie Melody, jak melodia życia, którą podążamy, sądząc, że możemy być i dyrygentem i muzykiem jednocześnie i brzmi to sensownie i poniekąd tym jest zawarte w mojej powieści, ale nie było to przeze mnie zaplanowane. Prawdą jest, że bohaterka przyszła do mnie ze swoim imieniem. Paweł – od świętego Pawła – ten to był charyzmatycznym facetem.

Dość długo powieść miała NIESAMOWITY ;) tytuł: „Trzecia książka”. To było dla mnie nowe, bo pierwsze dwie powieści miały od razu swoje imiona, a ta musiała trochę na chrzciny poczekać. Jak łatwo się domyślić tak było do czasu. Szłam sobie z kuchni do salonu i zakiełkowała mała myśl, z której wyrósł tytuł. Tak bardzo dotykał w moim odczuciu sedna i podwójnego znaczenia treści, że szybko wyruszyłam na poszukiwania kawałka kartki i długopisu, żeby nic mi nie przeszkodziło w zanotowaniu go. „Mój pomysł na życie” – cieszyłam się jak dziecko, że wreszcie moja powieść go ma, a pięć minut później miałam się zmierzyć w moim własnym życiu, z sytuacją, w której przyszło mi bronić mojego myślenia, mojej drogi. Czułam, że tytuł był mi dany od Boga dokładnie, wtedy kiedy go potrzebowałam, żeby poprzez sytuację z mojego życia dogłębniej zrozumieć go dla siebie. W tamtej chwili było mi łatwiej odmówić pewnej ofercie złożonej mi, bo te cztery wyrazy popychały mnie do wytrwania przy sobie.

Jak już jest wiadomo, udało mi się zwyciężyć z różnymi przeciwnościami i powieść powstała do tego pięknego wyrazu koniec. To był moment, kiedy stanęłam przed chwilą prawdy, czyli przekazaniem jej w całości do przeczytania przyjaciółce i czekałam z zapartym tchem na jej werdykt. Czas oczekiwania nieco się wydłużył, a ja podjęłam decyzję wysłania treści do wydawnictw. W grudniu otrzymałam najpiękniejszą recenzję z możliwych, a działania, jakie później odważnie w swoim życiu podjęła ta wspaniała kobieta były ukoronowaniem mojej pracy. Parę miesięcy później przyszedł do mnie z Wydawnictwa Videograf mail i tak dzięki temu wydawnictwu powieść ma szansę trafić do szerszego grona czytelniczego.

Ciepło Cię Klaudio pozdrawiam oraz wszystkich, którzy przeczytają ten tekst. Dobrego dnia kochani i jeszcze raz dziękuję za zaproszenie mnie do cyklu „Kulisy powstania… Mojego pomysłu na życie”.


Zdj. archiwum autorki
Tekst:
Elżbieta Kosobucka
Fanpage:
Recenzja:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz